Gdy myślimy o Nowym Jorku, przed oczami od razu staje sylwetka – nie wieżowca czy taksówki, ale dumnie wzniesionej Statuy Wolności. Tego zielonkawego kolosa zna chyba każdy. Jednak czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, skąd się wzięła ta gigantyczna dama z pochodnią? Pozwól, że zabiorę Cię w podróż, która – choć bez wizyty w USA – z pewnością dostarczy solidnej porcji inspiracji, wiedzy i… żartów o tym, jak Francuzi zrobili Amerykanom prezent gigantycznych rozmiarów.
Francuska niespodzianka – czyli jak prezent z okazji urodzin stał się ikoną
Historia Statuy Wolności zaczyna się – niespodzianka! – we Francji. To właśnie tam, w warsztacie rzeźbiarza Frédérica Auguste’a Bartholdiego, zaczęła nabierać kształtów. Francuzi postanowili podarować Ameryce prezent z okazji stulecia niepodległości. Bo co innego wyraża lepiej radość z odzyskania wolności niż kilkudziesięciometrowy posąg kobiety z pochodnią? Amerykanie z kolei mieli zająć się budową cokołu. I jak to w przyjacielskich relacjach bywa – trochę się spóźnili. Oficjalne odsłonięcie nastąpiło dopiero w 1886 roku. Prezenty lepiej dawać na czas, ale jeśli chodzi o 93 metry wysokości – można przymknąć oko.
Z jakiego materiału zrobiono tę kokieteryjną koloskę?
Statua Wolności nie jest z kamienia, jak wiele innych monumentalnych rzeźb. To zgrabnie ukuta dama z cienkich płatów miedzi o grubości monety (tak, tej w portfelu!). I choć dziś statua ma charakterystyczny zielonkawy kolor, początkowo była… czerwonobrązowa. Dzięki procesowi utleniania (czyli z pomocą tego samego zjawiska, które sprawia, że rynny stają się zielone), zyskała niepowtarzalny wygląd, który zna cały świat. Zielony to nowy glam!
Nie tylko pochodnia – statua z ukrytym przesłaniem
Choć wielu osobom Statua Wolności kojarzy się wyłącznie z pochodnią i koroną, warto przyjrzeć się jej dokładniej. U stóp tej gigantki znajduje się zerwany łańcuch. Symbolizuje wyzwolenie z tyranii i ucisku. W lewej ręce dzierży tablicę z datą 4 lipca 1776 roku – oczywiście w rzymskich cyfrach, dla nieco większego dramatyzmu. Mało kto wie, że korona składa się z siedmiu promieni: symbol siedmiu kontynentów i mórz – ot, gest w stronę całego świata.
Wizyta na wysokościach – czyli co czeka odważnych
Dla odważnych (i odpornych na zakwasy) dostępne jest wejście do korony Statuy Wolności. To około 354 stopnie, więc więcej niż niezły trening na siłowni. Widok? Niezapomniany – panorama Nowego Jorku rozciąga się w pełnej okazałości. Jednak bilet do korony trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Chętnych nie brakuje, bo niecodziennie zaglądamy monumentalnym damom pod kapelusz.
Ciekawostki, które (być może) zaskoczą nawet fanów geografii
- Statua Wolności to oficjalnie „Liberty Enlightening the World” – brzmi jak tytuł filmu, prawda? W rzeczywistości to jej pełna nazwa.
- Jeśli ktoś miał nadzieję, że dama została zbudowana z francuskiego camemberta – niestety, to żelazna konstrukcja zaprojektowana przez niejakiego Gustava Eiffela, późniejszego autora słynnej Wieży Eiffla.
- Wiatry na Liberty Island mogą rozbujać pochodnię Statuy nawet na kilka centymetrów. Wierna swojej pozie, statua się nie przewraca. Królowe trzymają fason zawsze.
Statua Wolności przez dekady stała się czymś więcej niż tylko prezentem. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli nie tylko Ameryki, ale i weltweit (czyli, jak mawiają Niemcy, „na całym świecie”). Wiedzieliście, że powstały jej dziesiątki replik? Jedna stoi np. w… Tokio! Wersji mini (i mikro) jest na pęczki – łącznie kilkadziesiąt rozsianych po globie. Cóż, pewna kobieta zapisała się w historii bardziej niż niejeden światowy przywódca.
Statua Wolności nie tylko przypomina o wartościach takich jak wolność czy demokracja – to też niezwykły przykład inżynierskiej precyzji i międzykontynentalnej przyjaźni. Jej historia pokazuje, że nawet najbardziej szalone pomysły – jak postawienie gigantycznej kobiety na wyspie – mogą okazać się strzałem w dziesiątkę. Co więcej, zyskały status ikony popkultury, o której nie da się zapomnieć, nawet jeśli nigdy nie było się w Nowym Jorku. Kiedy więc następnym razem zobaczysz tę zieloną sylwetkę – pomyśl o tym, że jest nie tylko posągiem, ale też dowodem, że prezent z serca może stać się wieczny.